17 kwietnia 2024 roku, godzina 10:00, Bratysława
Poranne powietrze w Bratysławie było rześkie, niosąc ze sobą pierwsze oznaki wiosny. Jakub Novotný, trzydziestoletni dziennikarz i pisarz, wyszedł ze swojego mieszkania przy ulicy Obchodnej, jednej z najbardziej ruchliwych ulic w mieście, znanej z licznych sklepów, kawiarni i ciągłego strumienia przechodniów. Poprawił kołnierz płaszcza, łapiąc taksówkę. Po chwili jasne, żółte auto zatrzymało się obok niego. Kierowca, mężczyzna po czterdziestce o posiwiałych włosach i przyjaznym uśmiechu, skinął mu głową, gdy Jakub wsiadł na tylne siedzenie.
– Dokąd jedziemy, szefie? – zapytał kierowca, regulując lusterko wsteczne, aby lepiej widzieć pasażera.
– Na ulicę Michalską, blisko Bramy Michalskiej – odpowiedział Jakub, rozsiadając się na siedzeniu. Miał spotkanie z redaktorem w małej kawiarni, ukrytej w jednej z wąskich uliczek odchodzących od głównej ulicy. To miejsce, które lubił ze względu na prywatność i widok na średniowieczną bramę.
Kierowca skinął głową i ruszył z miejsca, płynnie włączając się do ruchu w historycznym centrum miasta. Przez kilka minut jazda przebiegała w ciszy, przerywanej tylko cichym brzęczeniem silnika i sporadycznymi klaksonami mijanych samochodów. Jakub patrzył przez okno, obserwując znajome widoki Bratysławy – pastelowe budynki, brukowane ulice, ruchliwe targowiska. Jednak myślami był gdzie indziej, wciąż rozważając strzępy pomysłów, które dręczyły go od czasu tragedii.
– Wygląda pan na zamyślonego – zauważył kierowca, przerywając ciszę.
Jakub spojrzał na niego, uśmiechając się lekko. – Chyba tak. Właśnie myślałem o tym ataku rakietowym z zeszłego miesiąca. Trudno się od tego uwolnić.
Kierowca pokiwał głową, gdy mijali fasadę Słowackiego Teatru Narodowego, którego kolumny błyszczały w porannym słońcu. – Tak, to był mroczny dzień. Wszyscy o tym wciąż mówią. Człowiek wtedy uświadamia sobie, jak kruche jest życie, prawda?
Jakub pochylił się nieco do przodu, zaintrygowany tonem kierowcy. – Ma pan rację. Napisałem o tym artykuł, a teraz myślę nad książką – czymś, co naprawdę zgłębiłoby tę tragedię i wszystkie życia, których dotknęła.
Kierowca spojrzał na Jakuba w lusterku, zamyślony. – Książka, powiada pan? To mogłoby być coś mocnego. Ciekawe, że pan o tym wspomniał. Ja sam prawie wsiadłem na ten pociąg.
Jakuba to zaciekawiło. – Naprawdę? Co się stało?
Kierowca zaśmiał się, choć w jego głosie pobrzmiewała powaga. – To trochę zwariowana historia. Z żoną pojechaliśmy do jej matki do Petržalki na urodziny wieczorem wcześniej. Prawdę mówiąc, nie miałem na to zbytniej ochoty. Miałem bilety na pociąg do Bratysławy i nie chciałem się męczyć z całą tą rodzinną imprezą. Ale wie pan, jak to jest – żona nalega, to jedziesz.
Jakub kiwnął głową, słuchając uważnie.
– No i docieramy tam, a impreza już trwa. Siedzę sobie, rozmawiam z ludźmi, aż nagle pojawia się teść z butelką swojej ulubionej śliwowicy – ciągnął kierowca, z szerokim uśmiechem na wspomnienie. – A to mocne jak diabli, proszę mi wierzyć. Jedna szklaneczka, potem druga, i zanim się obejrzałem, bawiliśmy się jak nigdy. Następnego ranka budzę się z kacem stulecia, patrzę na zegar, a tu już po dziesiątej.
Jakub uniósł brew. – Więc przegapił pan pociąg?
– Kompletnie go przegapiłem – potwierdził kierowca, kręcąc głową, gdy skręcili w ulicę Laurinską, zbliżając się do Starego Miasta. – Kiedy już doszedłem do siebie, wiadomości były wszędzie. Rakieta uderzyła w pociąg, a wszyscy na pokładzie… cóż, zna pan resztę. Żona dowiedziała się o tym pierwsza i wpadła w panikę. Najpierw zaczęła mnie ochrzaniać za to, że się upiłem poprzedniego wieczoru, ale kiedy uświadomiła sobie, że dzięki temu uniknęliśmy pociągu… szybko zmieniła zdanie.
Jakub nie mógł powstrzymać się od uśmiechu na ironię sytuacji. – Można więc powiedzieć, że ta noc spędzona na piciu uratowała panu życie.
Kierowca przytaknął, jego uśmiech poszerzył się, gdy mijali ikoniczną Bramę Michalską, najstarszą ocalałą bramę średniowiecznych fortyfikacji miasta. – Szalone, prawda? Jedna noc z teściem przy butelce i wciąż tu jestem. Moja żona teraz dużo mniej narzeka na moje picie, to na pewno.
Jakub rozsiadł się wygodnie, pochłonięty opowieścią, gdy skręcili w ulicę Michalską, gdzie wąska brukowana droga biegła obok zabytkowych budynków i przytulnych kawiarni. – To dziwne, jak działa życie, prawda? Najmniejsze wybory, najbardziej pozornie nieistotne momenty – mogą prowadzić do największych zmian. Czasami jesteśmy tylko… uwikłani w coś większego od nas samych.
Kierowca pokiwał głową, zamyślony, gdy zbliżali się do miejsca, gdzie Jakub miał wysiąść. – Tak, nigdy nie wiadomo, dokąd życie nas zaprowadzi. Jednego dnia planujesz swój dzień, a następnego dziękujesz losowi za to, że zaspałeś przez kilka kieliszków za dużo.
Taksówka zatrzymała się przed kawiarnią, małym przytulnym miejscem o nazwie „Káva s Históriou”, znanej z rustykalnego uroku i widoków na zabytkową architekturę miasta. Jakub sięgnął do kieszeni po portfel i podał kierowcy kilka banknotów.
Gdy wysiadał z taksówki, zatrzymał się na moment, spoglądając kierowcy w oczy. – Dziękuję za podzielenie się swoją historią – powiedział szczerze. – To przypomnienie, że zawsze jest coś więcej pod powierzchnią.
Kierowca przyjął pieniądze z kiwnięciem głowy. – Zawsze do usług, szefie. I powodzenia z tą książką. Brzmi, jak coś wartego napisania.
Jakub uśmiechnął się, stając na bruku. – Zobaczymy. Trzymaj się.
Kierowca pomachał mu na pożegnanie i odjechał, zostawiając Jakuba na chodniku z myślami krążącymi wokół nowych pomysłów. Gdy wszedł do kawiarni, drewniane drzwi lekko zaskrzypiały, a on nie mógł pozbyć się uczucia, że historia kierowcy była dokładnie tym rodzajem losowego przypadku, jaki powinien zgłębić – jak najbardziej zwyczajne momenty mogą prowadzić do najbardziej niezwykłych skutków.
Siadając przy stoliku przy oknie, Jakub wyciągnął notes i długopis. W powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy, a cichy gwar rozmów tworzył idealną atmosferę do pisania. Słowa zaczęły płynąć, historia nabierała kształtu na kartkach. Już nie chodziło tylko o samą tragedię – teraz chodziło o życie, które zostało oszczędzone, o ludzi, którzy zostali ocaleni przez najmniejsze z przypadków, oraz o misterną sieć powiązań, która łączyła ich wszystkich.
Jakub poczuł jasność myśli, poczucie celu. Tragedia odebrała tak wiele tak wielu ludziom, ale pozostawiła też historie, które warto było opowiedzieć – opowieści o przetrwaniu, o odporności, o dziwnych, nieprzewidywalnych sposobach, w jakie los potrafił interweniować.
A może, tylko może, te historie mogły przynieść pewne ukojenie, pewne zrozumienie w świecie, który często wydawał się zbyt chaotyczny, by go pojąć.
Komentarze
Prześlij komentarz